poniedziałek, 2 czerwca 2014

   Delikatny wiatr pieścił kaskady kasztanowych włosów, wprawiając je w harmonijny ruch. W ich rytm szeleściły w zalotnym tańcu liście uporczywie trzymające się gałęzi stuletnich lip. Promienie słońca odbijały się w zburzonym jeziorze, a u samego brzegu siedziała Ona. Wpatrzona we mnie, obdarowywana mym skupionym spojrzeniem. Namacalne było to zakłopotanie, lecz byłem zbyt zafascynowany szkicowaniem włosów ukochanej. Moje myśli brzmią jak beznadziejna poezja romantyka, a tak naprawdę rzeczywistość była mroczniejsza niż się zdawało na pierwszy rzut oka. A może powinienem powiedzieć, przeszłość? Tak, chciałbym ostatni raz wrócić wspomnieniami do tamtych czasów, gdy ostatni raz zaufałem - ostatni raz pokochałem tak szczerze, pokazując prawdziwego siebie.
- Sebastian! Tylko nie rysuj znowu kreatury! - zachichotała tak rozkosznie z niewinnym uśmiechem, lecz myślami byłem już bardzo daleko.
   Kiedy wszystko się zaczęło? Sam nie pamiętam. Niewiele z tego wszystkiego pamiętam, choć w tamtych chwilach byłem wstanie powiedzieć dzień, godzinę i cytat wypstrykanych przez niego na klawiaturze słów. Kiedyś... posuwałem się do takich sztuczek, żeby tylko zauważył, a ja sam nie musiał się do tego przyznawać. Teraz sprawia to, że kąciki ust samoistnie drżą, jednak powstrzymuję wargi od wygięcia się w ten beztroski uśmiech. Kto by pomyślał...
   Byłem młody. Jako przystojny nastolatek, podobałem się wielu dziewczynom, ale każda z którą chodziłem nie była moją drugą połówką. Zaczynałem tracić nadzieję, pozwalałem swym hobby pochłaniać cały cenny czas. Szkoliłem rękę w szkicowaniu martwej natury, oglądałem filmy, seriale - wszystko co mogło pomóc w napisaniu książki, a także wieczorami zatracałem się w lekturach. Żadnego pocałunku nie mogłem przypisać do tych opisywanych w romantycznych opowieściach, więc po każdym głębszym zbliżeniu ust z dziewczyną, uznawałem, że wciąć mój pierwszy nie został skradziony. Ale dość o mojej młodzieńczej głupocie. Pragnąłem zaczerpnąć nowej wiedzy, a jak to bywa w ówczesnych czasach, internet jest najszybszą metodą. Tak więc przystąpiłem do pisania opowiadań z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Nie trudno zgadywać, że Jego spotkałem właśnie tam.
   Zaczęło się niewinnie. Pisałem w wielu forach, wątkach. Rozmaite fabuły, ciekawe postacie, które zawsze łączyła jedna lub dwie wspólne cechy. Koty i nieufność. Życia prostego nie miałem. Ludzie częściej mnie zawodzili niżby mieli szansę pokazać swe mocne aspekty. Pisałem, pisałem, a wena rosła i pączkowała niczym kwiat sakury. W końcu nadeszła chwila, kiedy nastał wielki przewrót, a związki homo były w każdym opowiadaniu grupowym. Brzydziłem się tego. To choroba. Jednakże zmuszony byłem do pisania facetami, aż sam utworzyłem gejowskie opowiadanie. I tam poznałem Akiego. Nie będę zdradzać jego imienia. Nie ma sensu. Zaczęło się od niewinnych rozmówek na skrzynce. Żarty żartami, nasze postacie miały być razem. Pokazywałem śmieszne filmiki, wygłupiałem się. Robiłem to z każdym. Może... tak sprawdzam ludzi? Nieświadomie obserwuję ich zachowanie, by wiedzieć, czy można im zaufać.
   Nim się spostrzegłem, pisaliśmy coraz częściej, dłużej, na każdy temat. Znacie to uczucie, które pojawia się znikąd? Wypełnia was, podnosi temperaturę, byście czuli ten gorąc płynący w waszych żyłach. Zazdrość. Wścibska to kochanka. Nie mniej jednak dająca wiele mądrości, zmuszająca człowieka do głupich wyczynów. Widziałem jak mój czas z Akim kradnie inny pisarz. Krew mnie zalewała. Zaczynałem czuć się beznadziejnie. Wariowałem, wpajałem sobie niestworzone rzeczy. Pół roku pisania z nim powoli znikało. Mniej i mniej. "Czemu odpisuje pierw jemu, a potem mi?", "Jestem gorszy?", "Powinienem przestać pisać?". Tysiące myśli na minute i rosnąca bomba, która... nie mogła zrobić nic innego jak wybuchnąć. Przyznać się jednak nie mogłem. Zwłaszcza Akiemu, który mimo wszystko coś podejrzewał. Więc jak najłatwiej wybrnąć, gdy pisze się o zaprzestaniu pisania? Nie przyznać się kto jest powodem tych udręk. Gdybym tamtego razu powiedział? Co by się stało? Aki by odszedł? Wyśmiał mnie za tę dziecinność? Za ponoszenie się emocjom? Za nieuzasadnioną zazdrość? Już dwa razy byłem tak zazdrosny, ale nie na tyle mocno, by zganiać winę na innego pisarza, który był tak naprawdę moim drugim kontem. Czułem się z tym źle, ale wymyślone opcje po powiedzeniu prawdy tylko utwierdzały mnie w moim posunięciu. Do tego choroba. Byłem chory na raka. Niewiele osób z moimi dolegliwościami przeżywało po samej operacji. Tak więc... kłamałem. Robiłem to, co najlepiej potrafiłem. Nie myślałem trzeźwo. Spanikowany łapałem za pierwsze lepsze koło ratunkowe. W tym pomogła mi przyjaciółka. Kairin. Znała mnie na wylot. Chciała zostać psychologiem, choć ostatecznie robi teraz za wypisującego recepty psychiatrę.
   Wiecie jaka błogość mnie otuliła, gdy wszystko wróciło do normy? Gdyby nie Kairin... kto wie co by było. Jednakże wciąż wariowałem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, a Aki tylko coraz mocniej mnie dołował swoim zachowaniem. Sprawiał, iż byłem coraz bardziej zazdrosny.
   Cieszyło mnie poznawanie go coraz bardziej. Nie byłem sam. on również nie miał wesoło w rodzinie i ze znajomymi, choć ja z tym drugim nie narzekałem. Serce się radowało. Poznawałem go coraz lepiej. Ulubione przysmaki, zachowanie. Co lubi, nie lubi. Jakie posiada nawyki i jak wchodzi po szkole na komputer by ze mną popisać. Sam odświeżałem co minutę skrzynkę w oczekiwaniu na odpowiedź. Zazdrość i uzależnienie. Pisał mi się z Akim naprawdę dobrze. Uśmiechałem się do monitora jak głupi. On ponoć także. Nie wiem jakim sposobem podaliśmy swoje konta na facebooku. Nie wiem kiedy zaczęliśmy pisać na GG i podawać numery telefonu oraz adresy zamieszkania. Wspinałem się po drabinie, stopień po stopniu ku epicentrum euforii, ale znów potknięcie był bolesne. Strzały trafiły prosto w moje serce, kiedy powiedział mi o kilku swoich wybrykach i miłości. Aki kogoś kochał. Był zauroczony. Jedna miłość zniknęła, by pojawiła się kolejna, a ja o obydwu wiedziałem. Znów sen przemienił się w koszmar.  Kolejne nieprzespane noce przypisywały mi coraz większe worki pod oczami. Co prawda zawsze byłem nie ogarem, a znajomym bardzo się to podobało, jednak byłem skupiony na kolejnej głupocie. Nie ma to jak kazać komuś ważnemu powiedzieć o swoich uczuciach osobie... którą uważacie za największego wroga. Właśnie w tamtej chwili zrozumiałem, że darzę chłopaka uczuciem. Nieznanym uczuciem z książek. Uczuciem, które sprawiało, iż martwiłem się o Akiego, myślałem o nim i czasem śniłem, że tęskniłem i cieszyłem z każdego jego lepszego dnia. Zazdrość. Uzależnienie. Cierpienie. A teraz dochodziło Uczucie. Łańcuszek był coraz większy, a ja bardziej zagubiony. To dopiero bolał. Rozmowa o Akiego zauroczeniu. Tym świeżym, aktualnym. O facecie. Był homo. To mną wstrząsnęło i zagotowało, ale co było najlepsze? Myśl, że ja prawdopodobnie zakochałem się w facecie! Nie mogłem tego przyjąć do siebie. Nie mogłem. To było chore. "Może to coś innego?".
   Wmawianie mało dawało. Robili to i owo. Bawili się świetnie, więc czemu mieliby nie być razem mimo niewielkiej odległości jaka między nimi powstała? Ja miałem znacznie dalej do chłopaka. Dobrze wiedziałem, że to nie wyjdzie. Ból. Ból i cierpienie! Łzy napływały mi do oczu, kiedy potwierdził moje słowa, iż powinien i... zrobi to. Powie o uczuciach. Powie tamtemu gnojowi, że mu się podoba. To jak uderzenie prost w twarz. Sam się o to prosiłem. Kpiłem z siebie. Byłem skończonym idiotą. Wszędzie gdzie tylko widziałem nick, imię, zdjęcie tej poczwary - wrzałem ze wściekłości. Potem było nieco lepiej. Uspokoiło się, a my pisaliśmy do siebie esemesy. "dzień dobry", "Dobranoc". Gdy byliśmy w szkole, albo wszędzie indziej niż na komputerze. Nigdy nie zapomnę tej cudownej chwili na Skype. Jego magicznego, szerokiego uśmiechu. Był taki niewinny, ale czułem jak wiele przede mną ukrywa. W końcu wyniki testów przypomniały mi o chorobie. Co taki idiota jak ja może w takim razie zrobić? Najgłupszą rzecz niemalże z filmu wziętą. Coś, w czym nigdy nie przegrywa. Założyć się.
   Założyliśmy się o to, kto najdłużej będzie milczał. Po jakimś czasie miał być chyba remis. Nie pamiętam. Nie pamiętam nawet kiedy przyznałem się jemu do swoich uczuć. Do tego, że go kocham.
  Zakład zaczął trwać. Leżałem w szpitalu spoglądając za okno, podziwiając wróble siadające na żywopłocie. Oglądałem i śmiałem się z tamtejszymi rówieśnikami. Jednak Uzależnienie wciąż dawało o sobie siwe znaki. Aki. Rwał mnie do pisania z nim, lecz nie mogłem. Po operacji mogłem umrzeć. Najlepszym wynikiem miały być chwilowe utraty pamięci. Miałbym zapomnieć o Akim? A tak się da? Przestałbym cierpieć po każdym lepszym dniu. Nie wiem jak to się stało, że... pamiętam. Naciskał. Mówiłem o dwóch ważnych powodach dla których musi żyć w niewiedzy. Owszem, przegrał zakład. Jednak nie kończyło się to źle. Zakończenie był o wiele gorsze.
   Znów wszystko ucichło, a ja zrozumiałem bardzo istotną rzecz. Zbliżaliśmy się zawsze, kiedy tylko zdarzały się takie nieprzyjemne akcje. Napisalismy do siebie kilka listów. Jedynie dlatego, iż było to dla mnie bardzo ważne. Takie przelewanie myśli. Pisarze powinni to uwielbiać, a on nie potrafił tego. A może chciałem, ponieważ dowiedziałem się, iż pisał tak z starymi zauroczeniami?
   Chcieliśmy się spotkać. Bardzo, ale ja nie miałem jak. Przesadna kontrola rodziny była udręką. Wystarczyło wrócić do domu później niż po 22, a zaczynało się szaleńcze wydzwanianie. Zazdrość znów nie dawała o sobie zapomnieć. Aki zrezygnował z wielu kontaktów, a ja sam potrafiłem jedynie zminimalizować spotkania z Evelin. Była zarąbista! Podkochiwałem się w niej długi czas. Nie zapomnę jak Aki nieświadomie zadzwonił i przerwał nadchodzący pocałunek. Śmiać mi się chciało z miny dziewczyny oraz radości chłopaka. Był tak uroczo zazdrosny. Uwielbiałem to, a Evelin nie ustawała. Natarczywość miała we krwi. Co najgorsze nie wiedziałem o kogo mogłem być zazdrosny. Dziewczyny, bo to normalne. Byłem hetero. A jemu podobali się chłopcy, wiec i o nich musiałem. To mnie doprowadzało do szaleństwa. On też z czasem zaczynał być zły za niespodziewane nocowania u kolegów.
   I kolejny raz, jeden z wielu koszmarów nastał w naszym "związku". Zaczął być dziwny. Dziwnie pisał. Przestraszyłem się. Nie wiedziałem co robić. Próbowałem go pocieszyć, dowiedzieć o co chodzi, lecz Aki jak zwykle miał skłonność do milczenia. Zawsze mówił, iż nie jestem gotowy by o czymś takim wiedzieć. Może... nigdy mi nie powiedział, że tak naprawdę mnie nie kocha? Kto wie co robił tam z kolegami i koleżankami? Mniejsza. Milczał. Poprosiłem Kairin by mi pomogła. Nie raz pomagała mi z Akim i na odwrót. Po pewnej uroczystości nie był sobą. Przygnębiony. Wiem, że płakał. Wiem, że jakaś dziewczyna chciała go pocałować. Był całkiem ładny. Lubiłem, kiedy miał prostą grzywkę. Dzięki niej wyglądał bardziej niewinnie i uroczo. Zaczynam brzmieć jak pedofil. Haha, a on był nieco młodszy ode mnie. Tamtego razu prawie go straciłem. Zmusił mnie do setnego razu wyznania uczuć. Ile razy miałem go zapewniać? To wszystko było najczystszą prawdą. Tylko dwie osoby wiedziały o mnie więcej niż on. Kairin oraz Evelin.
   Katastrofa po katastrofie. Obiecywał, że będzie o mnie walczył, nawet jeśli stracę na moment wspomnienia. Zawiodłem się. Rozczarowałem setny raz. Jego słowa znów okazały się jedynie słowami. Był słaby. Uciekał. Nie chciał nic od siebie dać w tym wszystkim. Dawał... jak najmniej. Tak przynajmniej odczytywałem. Czasem, tylko czasem po niektórych rozmowach. Wątpiłem w niego coraz częściej.
Miałem oczywiście ciągle zaniki pamięci, ale coraz słabsze i krótsze. Nawet teraz zminimalizowały się do kilkusekundowych "zawiasów". Nauczyłem się z tym żyć.
   Od Akiego załamania na imprezie było tylko coraz gorzej. Moje żarty odczuwał za zgryźliwość i szczerość. Nawet jak tysiąc razy pytał, czy jest nudny. To zrobiło się takie zabawne, zwłaszcza, że odpowiadałem, iż "Nie". W końcu z ironii odpisałem "Tak" i wziął to za prawdę. Tak jakby czekał na to co chce usłyszeć. Pokazywał się z coraz gorszej strony. Ja sam miałem wiele problemów rodzinnych. Ciągle narastały, a on zdawał się tego nie rozumieć. Moje słowa... nie ufał im. Nawet mojej przysiędze, że przyjadę w maju. On sam mówił, że przyjedzie na moje urodziny skoro tego chcę.
   Coraz bardziej mnie drażnił. Swoim zachowaniem. Robił się jak ci, którymi gardzę. Co chciał sobie udowodnić? Co chciał udowodnić mnie? Stawał się obcy. Zaczynało mnie mdlić na samą myśl o nim. Mimo to nadal go kochałem. Ciągle żywiłem do Akiego to obce uczucie. Czy to była miłość, a może nienawiść? Miłość ma wiele twarzy. Nie jest cudowna, przynajmniej nie w większości czasu. To moim zdaniem iluzja stwarzana przez nasz umysł. Aki raz jeszcze powiedział, że ma dość. Zapewniłem go. Mimo jego pewnych zmian, wciąż chciałem przy nim być. Bliżej i bliżej. Nawet jeśli on swym zachowaniem się oddalał. Byłem beznadziejny. Ale definitywnie koniec nadszedł, kiedy matka weszła w moje GG. Zobaczyła wszystko. Myślałem, że wiadomości same się kasowały skoro na komputerze nie miałem archiwum. Byłem w błędzie. To był błąd w kompie, którego nie było na tablecie.
   Byłem w pułapce. Ja miałem przejebane. To było jasne jak słońce. Pozostało tylko... ratować Akiego. Nawet jeśli miało to wszystko zakończyć. Liczyłem, że zauważy kłamstwo w moich słowach. Po tych wszystkich rocznych zapewnieniach on... on uwierzył w ten chłam! Uwierzył, że był moim największym błędem. A tak naprawdę sporo się przez to wszystko nauczyłem. To był koniec. Usunąłem go ze wszystkiego, zablokowałem byle matka nie złapała śladu i nie wiedziała kim jest. Ona jest potworem. Spaliłem wszystkie listy. Wyrzuciłem dwie z trzech komórek, nie, czterech komórek.
   Co było w tym najgorsze? Stałem się jego największym wrogiem. On sam mnie rozczarował. Chyba bardziej niż ja jego. Zmienił się w... zdzirę, psa, który otwiera gębę na widok parówki. Tak zaczął się zachowywać od jakiegoś czasu. Dlatego zaczynało mnie mdlić na samą myśl o nim. Zrobił się kimś, kim zawsze gardziłem. Zaczął palić i chlać. Żałosne. Słabi ludzie tylko to robią. Tak tego nienawidził. Stał się kimś kim gardził. Z kogo się naśmiewał. Co chciał udowodnić tym paleniem i całą resztą? Że się zmienił? Głupota. Ludzie zmieniają się przez otoczenie. Tylko ci słabi. Silniejsi nigdy się nie zmieniają, a jeśli nawet to tylko z własnej woli. Jednak nigdy nie stają się tym, czym gardzą. Aki był słaby. Sam byłem, bo spoglądałem za siebie. Od tamtej pory tylko raz spojrzałem na jego profile utwierdzając się w jego żałosności. Stał się mi całkowicie obojętny i nigdy nie będzie niczym więcej niż nieznajomym. Gardzi kotami, bo ja je kocham. Kocham je za samodzielność, za tę tajemniczą głębie w spojrzeniu, za tą przenikliwość i chodzenie własnymi ścieżkami. nie płyną pod prąd, a nie z prądem jak Aki. Kiedyś go nieco podziwiałem, teraz z niego szydzę i kpię. Stał się debilem, a ja nie mam nic z takimi do czynienia, choć... obietnicę spełniłem, ponieważ zawsze je spełniałem. To jedna z mych żelaznych zasad. Jednak nie byłem wstanie podjechać pod jego dom. Jeszcze by mnie zobaczył. Nie dbam o to, czy wie, czy wierzy, że to zrobiłem. Wystarczy, że ja znam prawdę i mój portfel, he. Straciłem zaufanie do ludzi. Młodzieńcza depresja nasiliła się i zacząłem brać leki. Teraz by stać się silniejszy i dalej cieszyć się życiem, ostatni raz o tym wspomniałem, pozwalając chorobie zapomnieć o nim na wieki.
- Ej, znów się zwiesiłeś - poczułem stuknięcie w głowę i z uśmiechem wróciłem do żywych, oddając koledze kuksańca w bok. Nawet nie zauważyłem, kiedy przyszli.
- Uważaj... - spojrzałem na niego bezczelnie, zamykając notes. Otrzepałem tyłek z ziemi, czując mrowienie w odrętwiałych nogach. Evelin podbiegła do nas, a ja  spojrzałem w bezchmurne niebo, żegnając tego idiotycznego i już bezwartościowego Akiego. - Co powiedzie na lody? Ja stawiam.
- Pewnie!