Delikatny wiatr pieścił kaskady kasztanowych włosów, wprawiając je w
harmonijny ruch. W ich rytm szeleściły w zalotnym tańcu liście
uporczywie trzymające się gałęzi stuletnich lip. Promienie słońca
odbijały się w zburzonym jeziorze, a u samego brzegu siedziała Ona.
Wpatrzona we mnie, obdarowywana mym skupionym spojrzeniem. Namacalne
było to zakłopotanie, lecz byłem zbyt zafascynowany szkicowaniem włosów
ukochanej. Moje myśli brzmią jak beznadziejna poezja romantyka, a tak
naprawdę rzeczywistość była mroczniejsza niż się zdawało na pierwszy
rzut oka. A może powinienem powiedzieć, przeszłość? Tak, chciałbym
ostatni raz wrócić wspomnieniami do tamtych czasów, gdy ostatni raz
zaufałem - ostatni raz pokochałem tak szczerze, pokazując prawdziwego
siebie.
- Sebastian! Tylko nie rysuj znowu kreatury! -
zachichotała tak rozkosznie z niewinnym uśmiechem, lecz myślami byłem
już bardzo daleko.
Kiedy wszystko się zaczęło? Sam nie pamiętam.
Niewiele z tego wszystkiego pamiętam, choć w tamtych chwilach byłem
wstanie powiedzieć dzień, godzinę i cytat wypstrykanych przez niego na
klawiaturze słów. Kiedyś... posuwałem się do takich sztuczek, żeby tylko
zauważył, a ja sam nie musiał się do tego przyznawać. Teraz sprawia to,
że kąciki ust samoistnie drżą, jednak powstrzymuję wargi od wygięcia
się w ten beztroski uśmiech. Kto by pomyślał...
Byłem młody. Jako
przystojny nastolatek, podobałem się wielu dziewczynom, ale każda z
którą chodziłem nie była moją drugą połówką. Zaczynałem tracić nadzieję,
pozwalałem swym hobby pochłaniać cały cenny czas. Szkoliłem rękę w
szkicowaniu martwej natury, oglądałem filmy, seriale - wszystko co mogło
pomóc w napisaniu książki, a także wieczorami zatracałem się w
lekturach. Żadnego pocałunku nie mogłem przypisać do tych opisywanych w
romantycznych opowieściach, więc po każdym głębszym zbliżeniu ust z
dziewczyną, uznawałem, że wciąć mój pierwszy nie został skradziony. Ale
dość o mojej młodzieńczej głupocie. Pragnąłem zaczerpnąć nowej wiedzy, a
jak to bywa w ówczesnych czasach, internet jest najszybszą metodą. Tak
więc przystąpiłem do pisania opowiadań z ludźmi o podobnych
zainteresowaniach. Nie trudno zgadywać, że Jego spotkałem właśnie tam.
Zaczęło
się niewinnie. Pisałem w wielu forach, wątkach. Rozmaite fabuły,
ciekawe postacie, które zawsze łączyła jedna lub dwie wspólne cechy.
Koty i nieufność. Życia prostego nie miałem. Ludzie częściej mnie
zawodzili niżby mieli szansę pokazać swe mocne aspekty. Pisałem,
pisałem, a wena rosła i pączkowała niczym kwiat sakury. W końcu nadeszła
chwila, kiedy nastał wielki przewrót, a związki homo były w każdym
opowiadaniu grupowym. Brzydziłem się tego. To choroba. Jednakże zmuszony
byłem do pisania facetami, aż sam utworzyłem gejowskie opowiadanie. I
tam poznałem Akiego. Nie będę zdradzać jego imienia. Nie ma sensu.
Zaczęło się od niewinnych rozmówek na skrzynce. Żarty żartami, nasze
postacie miały być razem. Pokazywałem śmieszne filmiki, wygłupiałem się.
Robiłem to z każdym. Może... tak sprawdzam ludzi? Nieświadomie
obserwuję ich zachowanie, by wiedzieć, czy można im zaufać.
Nim
się spostrzegłem, pisaliśmy coraz częściej, dłużej, na każdy temat.
Znacie to uczucie, które pojawia się znikąd? Wypełnia was, podnosi
temperaturę, byście czuli ten gorąc płynący w waszych żyłach. Zazdrość.
Wścibska to kochanka. Nie mniej jednak dająca wiele mądrości, zmuszająca
człowieka do głupich wyczynów. Widziałem jak mój czas z Akim kradnie
inny pisarz. Krew mnie zalewała. Zaczynałem czuć się beznadziejnie.
Wariowałem, wpajałem sobie niestworzone rzeczy. Pół roku pisania z nim
powoli znikało. Mniej i mniej. "Czemu odpisuje pierw jemu, a potem mi?",
"Jestem gorszy?", "Powinienem przestać pisać?". Tysiące myśli na minute
i rosnąca bomba, która... nie mogła zrobić nic innego jak wybuchnąć.
Przyznać się jednak nie mogłem. Zwłaszcza Akiemu, który mimo wszystko
coś podejrzewał. Więc jak najłatwiej wybrnąć, gdy pisze się o
zaprzestaniu pisania? Nie przyznać się kto jest powodem tych udręk.
Gdybym tamtego razu powiedział? Co by się stało? Aki by odszedł? Wyśmiał
mnie za tę dziecinność? Za ponoszenie się emocjom? Za nieuzasadnioną
zazdrość? Już dwa razy byłem tak zazdrosny, ale nie na tyle mocno, by
zganiać winę na innego pisarza, który był tak naprawdę moim drugim
kontem. Czułem się z tym źle, ale wymyślone opcje po powiedzeniu prawdy
tylko utwierdzały mnie w moim posunięciu. Do tego choroba. Byłem chory
na raka. Niewiele osób z moimi dolegliwościami przeżywało po samej
operacji. Tak więc... kłamałem. Robiłem to, co najlepiej potrafiłem. Nie
myślałem trzeźwo. Spanikowany łapałem za pierwsze lepsze koło
ratunkowe. W tym pomogła mi przyjaciółka. Kairin. Znała mnie na wylot.
Chciała zostać psychologiem, choć ostatecznie robi teraz za wypisującego
recepty psychiatrę.
Wiecie jaka błogość mnie otuliła, gdy
wszystko wróciło do normy? Gdyby nie Kairin... kto wie co by było.
Jednakże wciąż wariowałem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, a Aki
tylko coraz mocniej mnie dołował swoim zachowaniem. Sprawiał, iż byłem
coraz bardziej zazdrosny.
Cieszyło mnie poznawanie go coraz
bardziej. Nie byłem sam. on również nie miał wesoło w rodzinie i ze
znajomymi, choć ja z tym drugim nie narzekałem. Serce się radowało.
Poznawałem go coraz lepiej. Ulubione przysmaki, zachowanie. Co lubi, nie
lubi. Jakie posiada nawyki i jak wchodzi po szkole na komputer by ze
mną popisać. Sam odświeżałem co minutę skrzynkę w oczekiwaniu na
odpowiedź. Zazdrość i uzależnienie. Pisał mi się z Akim naprawdę dobrze.
Uśmiechałem się do monitora jak głupi. On ponoć także. Nie wiem jakim
sposobem podaliśmy swoje konta na facebooku. Nie wiem kiedy zaczęliśmy
pisać na GG i podawać numery telefonu oraz adresy zamieszkania.
Wspinałem się po drabinie, stopień po stopniu ku epicentrum euforii, ale
znów potknięcie był bolesne. Strzały trafiły prosto w moje serce, kiedy
powiedział mi o kilku swoich wybrykach i miłości. Aki kogoś kochał. Był
zauroczony. Jedna miłość zniknęła, by pojawiła się kolejna, a ja o
obydwu wiedziałem. Znów sen przemienił się w koszmar. Kolejne
nieprzespane noce przypisywały mi coraz większe worki pod oczami. Co
prawda zawsze byłem nie ogarem, a znajomym bardzo się to podobało,
jednak byłem skupiony na kolejnej głupocie. Nie ma to jak kazać komuś
ważnemu powiedzieć o swoich uczuciach osobie... którą uważacie za
największego wroga. Właśnie w tamtej chwili zrozumiałem, że darzę
chłopaka uczuciem. Nieznanym uczuciem z książek. Uczuciem, które
sprawiało, iż martwiłem się o Akiego, myślałem o nim i czasem śniłem, że
tęskniłem i cieszyłem z każdego jego lepszego dnia. Zazdrość.
Uzależnienie. Cierpienie. A teraz dochodziło Uczucie. Łańcuszek był
coraz większy, a ja bardziej zagubiony. To dopiero bolał. Rozmowa o
Akiego zauroczeniu. Tym świeżym, aktualnym. O facecie. Był homo. To mną
wstrząsnęło i zagotowało, ale co było najlepsze? Myśl, że ja
prawdopodobnie zakochałem się w facecie! Nie mogłem tego przyjąć do
siebie. Nie mogłem. To było chore. "Może to coś innego?".
Wmawianie
mało dawało. Robili to i owo. Bawili się świetnie, więc czemu mieliby
nie być razem mimo niewielkiej odległości jaka między nimi powstała? Ja
miałem znacznie dalej do chłopaka. Dobrze wiedziałem, że to nie wyjdzie.
Ból. Ból i cierpienie! Łzy napływały mi do oczu, kiedy potwierdził moje
słowa, iż powinien i... zrobi to. Powie o uczuciach. Powie tamtemu
gnojowi, że mu się podoba. To jak uderzenie prost w twarz. Sam się o to
prosiłem. Kpiłem z siebie. Byłem skończonym idiotą. Wszędzie gdzie tylko
widziałem nick, imię, zdjęcie tej poczwary - wrzałem ze wściekłości.
Potem było nieco lepiej. Uspokoiło się, a my pisaliśmy do siebie
esemesy. "dzień dobry", "Dobranoc". Gdy byliśmy w szkole, albo wszędzie
indziej niż na komputerze. Nigdy nie zapomnę tej cudownej chwili na
Skype. Jego magicznego, szerokiego uśmiechu. Był taki niewinny, ale
czułem jak wiele przede mną ukrywa. W końcu wyniki testów przypomniały
mi o chorobie. Co taki idiota jak ja może w takim razie zrobić?
Najgłupszą rzecz niemalże z filmu wziętą. Coś, w czym nigdy nie
przegrywa. Założyć się.
Założyliśmy się o to, kto najdłużej będzie
milczał. Po jakimś czasie miał być chyba remis. Nie pamiętam. Nie
pamiętam nawet kiedy przyznałem się jemu do swoich uczuć. Do tego, że go
kocham.
Zakład zaczął trwać. Leżałem w szpitalu spoglądając za
okno, podziwiając wróble siadające na żywopłocie. Oglądałem i śmiałem
się z tamtejszymi rówieśnikami. Jednak Uzależnienie wciąż dawało o sobie
siwe znaki. Aki. Rwał mnie do pisania z nim, lecz nie mogłem. Po
operacji mogłem umrzeć. Najlepszym wynikiem miały być chwilowe utraty
pamięci. Miałbym zapomnieć o Akim? A tak się da? Przestałbym cierpieć po
każdym lepszym dniu. Nie wiem jak to się stało, że... pamiętam.
Naciskał. Mówiłem o dwóch ważnych powodach dla których musi żyć w
niewiedzy. Owszem, przegrał zakład. Jednak nie kończyło się to źle.
Zakończenie był o wiele gorsze.
Znów wszystko ucichło, a ja
zrozumiałem bardzo istotną rzecz. Zbliżaliśmy się zawsze, kiedy tylko
zdarzały się takie nieprzyjemne akcje. Napisalismy do siebie kilka
listów. Jedynie dlatego, iż było to dla mnie bardzo ważne. Takie
przelewanie myśli. Pisarze powinni to uwielbiać, a on nie potrafił tego.
A może chciałem, ponieważ dowiedziałem się, iż pisał tak z starymi
zauroczeniami?
Chcieliśmy się spotkać. Bardzo, ale ja nie miałem
jak. Przesadna kontrola rodziny była udręką. Wystarczyło wrócić do domu
później niż po 22, a zaczynało się szaleńcze wydzwanianie. Zazdrość znów
nie dawała o sobie zapomnieć. Aki zrezygnował z wielu kontaktów, a ja
sam potrafiłem jedynie zminimalizować spotkania z Evelin. Była
zarąbista! Podkochiwałem się w niej długi czas. Nie zapomnę jak Aki
nieświadomie zadzwonił i przerwał nadchodzący pocałunek. Śmiać mi się
chciało z miny dziewczyny oraz radości chłopaka. Był tak uroczo
zazdrosny. Uwielbiałem to, a Evelin nie ustawała. Natarczywość miała we
krwi. Co najgorsze nie wiedziałem o kogo mogłem być zazdrosny.
Dziewczyny, bo to normalne. Byłem hetero. A jemu podobali się chłopcy,
wiec i o nich musiałem. To mnie doprowadzało do szaleństwa. On też z
czasem zaczynał być zły za niespodziewane nocowania u kolegów.
I
kolejny raz, jeden z wielu koszmarów nastał w naszym "związku". Zaczął
być dziwny. Dziwnie pisał. Przestraszyłem się. Nie wiedziałem co robić.
Próbowałem go pocieszyć, dowiedzieć o co chodzi, lecz Aki jak zwykle
miał skłonność do milczenia. Zawsze mówił, iż nie jestem gotowy by o
czymś takim wiedzieć. Może... nigdy mi nie powiedział, że tak naprawdę
mnie nie kocha? Kto wie co robił tam z kolegami i koleżankami? Mniejsza.
Milczał. Poprosiłem Kairin by mi pomogła. Nie raz pomagała mi z Akim i
na odwrót. Po pewnej uroczystości nie był sobą. Przygnębiony. Wiem, że
płakał. Wiem, że jakaś dziewczyna chciała go pocałować. Był całkiem
ładny. Lubiłem, kiedy miał prostą grzywkę. Dzięki niej wyglądał bardziej
niewinnie i uroczo. Zaczynam brzmieć jak pedofil. Haha, a on był nieco
młodszy ode mnie. Tamtego razu prawie go straciłem. Zmusił mnie do
setnego razu wyznania uczuć. Ile razy miałem go zapewniać? To wszystko
było najczystszą prawdą. Tylko dwie osoby wiedziały o mnie więcej niż
on. Kairin oraz Evelin.
Katastrofa po katastrofie. Obiecywał, że
będzie o mnie walczył, nawet jeśli stracę na moment wspomnienia.
Zawiodłem się. Rozczarowałem setny raz. Jego słowa znów okazały się
jedynie słowami. Był słaby. Uciekał. Nie chciał nic od siebie dać w tym
wszystkim. Dawał... jak najmniej. Tak przynajmniej odczytywałem. Czasem,
tylko czasem po niektórych rozmowach. Wątpiłem w niego coraz częściej.
Miałem
oczywiście ciągle zaniki pamięci, ale coraz słabsze i krótsze. Nawet
teraz zminimalizowały się do kilkusekundowych "zawiasów". Nauczyłem się z
tym żyć.
Od Akiego załamania na imprezie było tylko coraz gorzej.
Moje żarty odczuwał za zgryźliwość i szczerość. Nawet jak tysiąc razy
pytał, czy jest nudny. To zrobiło się takie zabawne, zwłaszcza, że
odpowiadałem, iż "Nie". W końcu z ironii odpisałem "Tak" i wziął to za
prawdę. Tak jakby czekał na to co chce usłyszeć. Pokazywał się z coraz
gorszej strony. Ja sam miałem wiele problemów rodzinnych. Ciągle
narastały, a on zdawał się tego nie rozumieć. Moje słowa... nie ufał im.
Nawet mojej przysiędze, że przyjadę w maju. On sam mówił, że przyjedzie
na moje urodziny skoro tego chcę.
Coraz bardziej mnie drażnił.
Swoim zachowaniem. Robił się jak ci, którymi gardzę. Co chciał sobie
udowodnić? Co chciał udowodnić mnie? Stawał się obcy. Zaczynało mnie
mdlić na samą myśl o nim. Mimo to nadal go kochałem. Ciągle żywiłem do
Akiego to obce uczucie. Czy to była miłość, a może nienawiść? Miłość ma
wiele twarzy. Nie jest cudowna, przynajmniej nie w większości czasu. To
moim zdaniem iluzja stwarzana przez nasz umysł. Aki raz jeszcze
powiedział, że ma dość. Zapewniłem go. Mimo jego pewnych zmian, wciąż
chciałem przy nim być. Bliżej i bliżej. Nawet jeśli on swym zachowaniem
się oddalał. Byłem beznadziejny. Ale definitywnie koniec nadszedł, kiedy
matka weszła w moje GG. Zobaczyła wszystko. Myślałem, że wiadomości
same się kasowały skoro na komputerze nie miałem archiwum. Byłem w
błędzie. To był błąd w kompie, którego nie było na tablecie.
Byłem
w pułapce. Ja miałem przejebane. To było jasne jak słońce. Pozostało
tylko... ratować Akiego. Nawet jeśli miało to wszystko zakończyć.
Liczyłem, że zauważy kłamstwo w moich słowach. Po tych wszystkich
rocznych zapewnieniach on... on uwierzył w ten chłam! Uwierzył, że był
moim największym błędem. A tak naprawdę sporo się przez to wszystko
nauczyłem. To był koniec. Usunąłem go ze wszystkiego, zablokowałem byle
matka nie złapała śladu i nie wiedziała kim jest. Ona jest potworem.
Spaliłem wszystkie listy. Wyrzuciłem dwie z trzech komórek, nie,
czterech komórek.
Co było w tym najgorsze? Stałem się jego
największym wrogiem. On sam mnie rozczarował. Chyba bardziej niż ja
jego. Zmienił się w... zdzirę, psa, który otwiera gębę na widok parówki.
Tak zaczął się zachowywać od jakiegoś czasu. Dlatego zaczynało mnie
mdlić na samą myśl o nim. Zrobił się kimś, kim zawsze gardziłem. Zaczął
palić i chlać. Żałosne. Słabi ludzie tylko to robią. Tak tego
nienawidził. Stał się kimś kim gardził. Z kogo się naśmiewał. Co chciał
udowodnić tym paleniem i całą resztą? Że się zmienił? Głupota. Ludzie
zmieniają się przez otoczenie. Tylko ci słabi. Silniejsi nigdy się nie
zmieniają, a jeśli nawet to tylko z własnej woli. Jednak nigdy nie stają
się tym, czym gardzą. Aki był słaby. Sam byłem, bo spoglądałem za
siebie. Od tamtej pory tylko raz spojrzałem na jego profile utwierdzając
się w jego żałosności. Stał się mi całkowicie obojętny i nigdy nie
będzie niczym więcej niż nieznajomym. Gardzi kotami, bo ja je kocham.
Kocham je za samodzielność, za tę tajemniczą głębie w spojrzeniu, za tą
przenikliwość i chodzenie własnymi ścieżkami. nie płyną pod prąd, a nie z
prądem jak Aki. Kiedyś go nieco podziwiałem, teraz z niego szydzę i
kpię. Stał się debilem, a ja nie mam nic z takimi do czynienia, choć...
obietnicę spełniłem, ponieważ zawsze je spełniałem. To jedna z mych
żelaznych zasad. Jednak nie byłem wstanie podjechać pod jego dom.
Jeszcze by mnie zobaczył. Nie dbam o to, czy wie, czy wierzy, że to
zrobiłem. Wystarczy, że ja znam prawdę i mój portfel, he. Straciłem
zaufanie do ludzi. Młodzieńcza depresja nasiliła się i zacząłem brać
leki. Teraz by stać się silniejszy i dalej cieszyć się życiem, ostatni
raz o tym wspomniałem, pozwalając chorobie zapomnieć o nim na wieki.
-
Ej, znów się zwiesiłeś - poczułem stuknięcie w głowę i z uśmiechem
wróciłem do żywych, oddając koledze kuksańca w bok. Nawet nie
zauważyłem, kiedy przyszli.
- Uważaj... - spojrzałem na niego
bezczelnie, zamykając notes. Otrzepałem tyłek z ziemi, czując mrowienie w
odrętwiałych nogach. Evelin podbiegła do nas, a ja spojrzałem w
bezchmurne niebo, żegnając tego idiotycznego i już bezwartościowego
Akiego. - Co powiedzie na lody? Ja stawiam.
- Pewnie!
